Poniższy artykuł zbiera dostępne informacje o działalności Ochotniczej Straży Pożarnej w Sosnowej. Jest to kolejne opracowanie będące swoistym pejzażem wspomnień ludzi, z którymi miałem przyjemność porozmawiać, dokumentów pochodzących z państwowego archiwum i przysłowiowej szuflady oraz dawnych kronik. Historia OSP w Sosnowej była już niemal zapomniana, dlatego cieszę się, że dajemy tej wiedzy drugie życie!
Jeżeli wiesz więcej, proszę napisz na
kontakt@sosnowa.org🤓
OSP Sosnowa
Ochotnicza Straż Pożarna w Sosnowej powstała pod koniec 1945 roku 1. Funkcję naczelnika pełnili kolejno: Tadeusz Dziędziora 12, Władysław Górski 2 i Tadeusz Cichoń 23. Jednostkę zlikwidowano w 1975 roku 34.
Naczelnik czy komendant?
Nazewnictwo funkcji kierowniczych w OSP w okresie PRL ulegało zmianom organizacyjnym. W pierwszych latach powojennych dowódcę operacyjnego jednostki określano zarówno mianem komendanta, jak i naczelnika 567. Równolegle funkcjonowała funkcja prezesa, odpowiedzialnego za administracyjne kierowanie jednostką 7. W 1950 roku, po podporządkowaniu straży pożarnych administracji centralnej, kompetencje te skupiono w stanowisku komendanta 8. Po 1956 roku przywrócono wcześniejszy podział funkcji, a dowódcę operacyjnego zaczęto formalnie określać mianem naczelnika 9.
W przypadku OSP Sosnowa nie jest możliwe pełne odtworzenie struktury organizacyjnej jednostki ani zakresu obowiązków poszczególnych funkcji. Zachowane informacje pozwalają wskazać osoby kierujące strażą, jednak nie przesądzają, czy jednostka posiadała rozbudowaną strukturę administracyjną, czy też jej działalność opierała się przede wszystkim na jednej osobie pełniącej funkcję głównego organizatora i dowódcy. Z tego względu w dalszej części opracowania określenie naczelnik stosowane jest jako uproszczona nazwa osoby kierującej jednostką, niezależnie od faktycznego zakresu jej kompetencji.
Straż uczestniczyła w gaszeniu miejscowych pożarów na terenie Sosnowej 21011 oraz brała czynny udział w gromadzkich i gminnych zawodach strażackich 21112.
Jednostka posiadała własną remizę, w której przechowywano sprzęt pożarniczy. Przez większość okresu swojego istnienia dysponowała pompą przewoźną (tzw. sikawką konną) 2131415. Na przełomie lat 60. i 70. zaczęła używać motopompy M-400 21617. Motopompę przewożono prywatnym transportem - wozem konnym 17, jak i przyczepą rolniczą 11; dopiero pod koniec działalności OSP Sosnowa otrzymała przyczepę dostosowaną do przewozu sprzętu strażackiego 217.
Historia
Tło historyczne
Po zakończeniu działań wojennych w maju 1945 roku ochrona przeciwpożarowa stała się jednym z priorytetów polskiej administracji 1819. Zagrożenie pożarowe było wówczas szczególnie wysokie. Wiele budynków nadal posiadało łatwopalne pokrycia strzechowe 10, a stan instalacji elektrycznych często pozostawiał wiele do życzenia 20.
Dodatkowym problemem były ograniczone możliwości transportowe straży pożarnych. Podstawowymi środkami lokomocji pozostawały wówczas zaprzęgi konne i rowery 21, co było następstwem masowych rabunków sprzętu dokonanych przez Armię Czerwoną. W całym powiecie ząbkowickim zachowały się jedynie cztery samochody strażackie 2223, przy czym często brakowało nawet paliwa niezbędnego do ich eksploatacji 21. W tej sytuacji zapewnienie skutecznej ochrony przeciwpożarowej wymagało funkcjonowania jednostek straży pożarnej w niemal każdej miejscowości.
W maju 1945 roku na terenie powiatu ząbkowickiego działało 87 strażnic FF (Freiwillige Feuerwehr - niemieckich odpowiedników Ochotniczych Straży Pożarnych) wśród 103 miejscowości powiatu 2425. Do jednostek tych należała również FF Wolmsdorf, poprzedniczka późniejszej OSP Sosnowa.
Organizacja polskiego pożarnictwa na terenie powiatu rozpoczęła się 15 maja 1945 roku wraz z przybyciem polskiej grupy operacyjnej straży pożarnych pod dowództwem por. poż. Kazimierza Roi 22. Proces ten nie przebiegał jednak ani szybko, ani jednolicie.
Choć polska Komenda Powiatowa Straży Pożarnych w Ząbkowicach została utworzona już 19 maja 1945 roku 22, przez kolejne miesiące wiele strażnic pozostawało nadal obsadzonych przez niemieckich strażaków. Jeszcze w sierpniu 1945 roku w Grodziszczu, Kwiatkowicach i Przedborowej służbę pełnili wyłącznie Niemcy 26, natomiast w Srebrnej Górze oraz Topoli funkcjonowała straż o składzie polsko-niemieckim 2728. Niektóre polskie jednostki OSP powstały dopiero jesienią 1945 roku - w Płonicy około października 29, a w Kamieńcu w listopadzie 30. Pod koniec roku większość straży w powiecie miała już prawdopodobnie polski skład 1, niekiedy wciąż uzupełniany o niemieckich mechaników - kierowców (m.in. w Złotym Stoku 31 czy Ząbkowicach 32) lub obsługę motopomp, jak w Topoli 33.
Według kronik W. M. Pawlika, do grudnia 1945 roku każda jednostka OSP w powiecie ząbkowickim posiadała co najmniej polskiego komendanta, określanego mianem „pioniera pożarnictwa”; należała do nich również OSP Sosnowa 1.
FF Wolmsdorf
FF Wolmsdorf w maju i czerwcu 1945 roku kierował komendant Kirchner, a cała straż liczyła 5 członków (Niemców) 34. Na stanie straży znajdowały się: 1x ręczna sikawka na konnym wozie w stanie dobrym, 60 metrów starych węży, 1x drabina, 10x ubrań strażackich i 7x hełmów 13. W lipcu 1945 roku komendantem FF został niejaki Artur Barwanicz 35 - wzmianka o nim pojawia się tylko raz; być może był to Ślązak o polsko brzmiącym nazwisku.
Według kronik komendanta powiatowego straży pożarnych w Ząbkowicach Śląskich, Wawrzyńca M. Pawlika, do końca 1945 roku utworzono Ochotniczą Straż Pożarną w Sosnowej 1, która przejęła sprzęt oraz obowiązki niemieckiej straży pożarnej FF Wolmsdorf 13.
Na czele nowo powstałej jednostki stanął jeden z pionierów pożarnictwa we wsi - Tadeusz Dziędziora 12.
Działalność straży szybko nabrała formalnego charakteru. W lutym 1946 roku członkowie OSP otrzymali pierwsze legitymacje strażackie 36. Rozpoczęto również szkolenie kadry. W dniach 4-18 kwietnia 1946 roku Tadeusz Dziędziora uczestniczył w dwutygodniowym kursie II stopnia dla naczelników OSP, zorganizowanym w niedawno otwartej Wyższej Szkole Pożarnictwa w Wałbrzychu 6.
Jednostka aktywnie uczestniczyła także w życiu społecznym powiatu. Przykładem było uczestnictwo delegacji OSP Sosnowa w uroczystości poświęcenia nowego sztandaru OSP Jodłówka (Doboszowice), która odbyła się 3 maja 1947 roku 41. Bazując na zdjęciach powstałych w 1949/50 roku, straż liczyła wówczas około 19 członków 42. Fotografie sugerują również, że w tym okresie większość strażaków dysponowała wyjściowym mundurem oraz rowerem 1542.
W latach pięćdziesiątych funkcję naczelnika objął Władysław Górski 2.
W tym okresie straż sprawowała również nadzór przeciwpożarowy nad niedawno otwartą Szkołą Podstawową w Sosnowej. Po kontroli przeprowadzonej 29 listopada 1955 roku przez Pawła Zielenia, powiatowego Szefa Służby Zabezpieczania Pożarów, strażacy zostali zobowiązani do nadzorowania realizacji zaleceń pokontrolnych dotyczących poprawy bezpieczeństwa pożarowego budynku szkolnego 20.
Zalecenia pokontrolne z 1955 roku
Kontrola przeprowadzona 29 listopada 1955 roku w Szkole Podstawowej w Sosnowej wykazała konieczność:
- poprawy instalacji elektrycznej,
- wyposażenia strychu w skrzynię z piaskiem, beczkę z wodą, dwa wiadra, dwie szufle oraz drabinę przystawną,
- umieszczenia w budynku hydronetek wodno-pianowych lub gaśnic pianowych,
- wykonania instalacji piorunochronnej do maja 1956 roku. 20
W latach sześćdziesiątych opiekę nad jednostką objął Tadeusz Cichoń 2, zawodowo związany z Zakładową Strażą Pożarną w Złotym Stoku, gdzie służył jako strażak, pełniąc zarazem obowiązki kierowcy wozu strażackiego oraz karetki 1117.
Okres ten zbiegł się z prowadzoną w powiecie szerzej zakrojoną akcją formalnego porządkowania statusu ochotniczych straży pożarnych. OSP Sosnowa została oficjalnie zalegalizowana 5 maja 1966 roku 44.
Istotną częścią ówczesnej działalności jednostki był udział w uroczystościach i zawodach. Druhowie corocznie uczestniczyli w powiatowych dożynkach, m.in. w Kamieńcu Ząbkowickim 14, oraz startowali w zawodach sportowo-pożarniczych organizowanych m.in. w Kamieńcu, Ożarach i Starczowie 245.
W 1973 roku OSP Sosnowa zajęła pierwsze miejsce w grupie „M” podczas zawodów sportowo-pożarniczych rozgrywanych w ramach obchodów Dnia Strażaka 12.
W 1975 roku, po około trzydziestu latach działalności, jednostkę zlikwidowano. Zachowane dokumenty wskazują, że 1 kwietnia Prezydium Gminnej Rady Narodowej w Kamieńcu Ząbkowickim zatwierdziło likwidację OSP w Sosnowej 4. W innym dokumencie odnotowano natomiast, że decyzję o likwidacji podjął naczelnik gminy Kamieniec Ząbkowicki, Zdzisław Fleszar, a została ona „podtrzymana przez Komendę Rejonową Straży Pożarnej w Ząbkowicach Śląskich” 3.
Po rozwiązaniu jednostki jej wyposażenie w 1977 roku protokolarnie przekazano do OSP Kamieniec II 16. Najprawdopodobniej w tym samym roku rozebrano również remizę strażacką, a w jej miejscu urządzono zajazd autobusowy 1446.
Interwencje
Poniższa tabela przedstawia zdarzenia, w których interweniowali strażacy z OSP Sosnowa. Wszystkie miały miejsce w Sosnowej. Pełne relacje świadków znajdziesz w sekcji Wspomnienia.
| Zdarzenie | Przyczyna | Okoliczności | Relacje |
|---|---|---|---|
| 1954 - Pożar stodoły p. Radlaków | Nieostrożność przy posługiwaniu się ogniem otwartym. | Dzieci rozpaliły w stodole ognisko 2. | Józef Cichoń |
| 1956 - Pożar stodoły p. Cichoniów | Nieostrożność przy posługiwaniu się ogniem otwartym. | 6 stycznia, godz. 8:30. Na wyrzuconej po świętach do stodoły choince zapalono jeszcze raz świeczkę; ogień błyskawicznie zajął słomę. Stodoła spłonęła doszczętnie 2. | Józef Cichoń |
| 1962 - Pożar stodoły w dawnej bazie Spółdzielni | Prawdopodobnie nieostrożność przy posługiwaniu się ogniem otwartym. | 29 stycznia, w nocy. Według jednej z relacji ogień zaprószył niedopałek papierosa. Straż wzywał Tadeusz Cichoń 17. Wichura niosła płonącą słomę na sąsiednie gospodarstwa - spłonęły trzy stodoły (w bazie Spółdzielni oraz Mroza i Kozioła). Cała wieś ruszyła na pomoc; pozostałe budynki ocalono 214151747. | Elżbieta Mróz, Józef Cichoń, Zdzisław Tabor, Antonina Ulanicka, Władysław Cichoń |
| 1963 - Pożar stodoły p. Zajączkiewicza | Prawdopodobnie wady instalacji elektrycznej. | Przed południem, w czasie trwania lekcji w pobliskiej szkole. Ogień objął krytą strzechą stodołę. Strażacy prowadzili akcję gaśniczą przy użyciu ręcznej sikawki; wodę pobierano ze Świdy, spiętrzając jej nurt za pomocą tamy wykonanej z kamieni i worków, a dodatkowo wykorzystywano wodę ze stawów w Płonicy, spuszczaną za pomocą śluz. Ostatecznie spłonęła wyłącznie stodoła 21446. | Józef Cichoń, Zdzisław Tabor, Ryszard Bierut |
| 1971 - Pożar stodoły p. Kumorków | Nieostrożność przy posługiwaniu się ogniem otwartym 48. | Trzy przybyłe wozy bojowe Star 25 nie uruchomiły swoich motopomp. Tadeusz Cichoń dowiózł sosnowiecką motopompę prywatnym wozem konnym; na miejscu wspólnie z Władysławem Górskim rozpoczął gaszenie pożaru 217. | Władysław Cichoń, Józef Cichoń |
| 1974 - Pożar domu u p. Bugałów | Prawdopodobnie wady instalacji elektrycznej. | Alarm podniósł nocą biegnący przez wieś Andrzej Zajączkiewicz; zwarcie miało nastąpić przy przyłączu ze słupa. Motopompę wywieziono z remizy prywatną przyczepą rolniczą Tadeusza Cichonia 11. Ogień objął najpierw dach i górną część domu. Budynek został poważnie zniszczony, lecz przylegające i pobliskie zabudowania gospodarcze ochroniono; przyjechała też straż zawodowa 101149. | Jerzy Szaleniec, Jarosław Janiec, Andrzej Kasowski, Józef Kasowski |
Remiza
Remiza OSP Sosnowa stała przy głównym skrzyżowaniu dzielącym wieś, tuż przy dawnej świetlicy wiejskiej - tzw. u Piątka - i niedaleko dawnej bazy Spółdzielni 211151746. Budynek znajdował się w zagłębieniu terenu, około dwóch metrów poniżej poziomu drogi; pokryty dachówką dach sięgał mniej więcej wysokości jezdni. Do drewnianej dwuskrzydłowej bramy 1417, skierowanej ku dolnej części wsi, prowadził ziemny nasyp łagodzący zjazd. Za remizą znajdowała się skarpa, a wzdłuż drogi - w miejscu dzisiejszego przystanku - rosły drzewa 17. W tylnej ścianie szczytowej znajdowały się otwory wentylacyjne 14. Sąsiedni staw wykorzystywano do celów przeciwpożarowych 17.
Świadkowie zapamiętali remizę jako niewielką „chałupkę”, „szopkę” lub „mały budyneczek” 144546. W jednoprzestrzennym wnętrzu niemal całą lewą stronę zajmowała początkowo poniemiecka ręczna sikawka na konnym wozie. Można przypuszczać, że w remizie pozostała również część wyposażenia wymienionego w inwentaryzacji z czerwca 1945 roku: węże, drabina, ubrania strażackie i hełmy 13. Po prawej stronie pozostawało wąskie przejście; na ścianie wisiały mundury, a na regale przechowywano hełmy - najpierw czarne, poniemieckie, później białe 217.
Na przełomie lat 60. i 70. jednostka zaczęła używać motopompy M-400 21617. Podczas pożaru stodoły u Kumorków w 1971 roku Tadeusz Cichoń przewiózł ją prywatnym wozem konnym 17. Pod koniec działalności jednostka otrzymała z Ożar przyczepę na gumowych kołach i o drewnianej zabudowie; do jej ciągnięcia wykorzystywano ciągnik pożyczany z miejscowego Kółka Rolniczego. Ręczną sikawkę przekazano wówczas na złom 17. Protokół z 1977 roku pokazuje, że oprócz motopompy jednostka posiadała wówczas węże, armaturę wodną, narzędzia oraz wyposażenie osobiste dla kilkunastu strażaków 16.
Remiza pełniła przede wszystkim funkcję magazynu sprzętu. Nie doprowadzono do niej prądu, nie posiadała stałej obsady, a zimą zwykle pozostawała zamknięta 2. Klucz przechowywał najbliżej mieszkający strażak. Początkowo był nim Jan Mróz; na drzwiach remizy wisiała tabliczka informująca, że klucz znajduje się u Jana Mroza 214. W tym okresie część wyposażenia - m.in. parciany wąż i ręczną syrenę - przechowywano również w domu Mrozów 15. Później klucz do remizy przejął Tadeusz Cichoń 1117.
Budynek odnawiano co najmniej dwukrotnie. Na początku lat 60. otynkowano wnętrze, wykonano elewację i poprawiono dach 2, a w latach 70., w ramach zaleceń pokontrolnych, remiza została pobielona przez Tadeusza Cichonia 17.
Jeszcze pod koniec 1974 roku Gminny Plan Zagospodarowania Przestrzennego przewidywał, że do 1980 roku w Sosnowej powstanie „nowa remiza OSP” 50. Plany te nie zdążyły się jednak urzeczywistnić, bowiem w 1975 roku jednostkę zlikwidowano 34.
Po likwidacji OSP i wywiezieniu wyposażenia remiza stała niemal pusta - poza kilkoma starymi hełmami niewiele w niej pozostało 46. Remizę rozebrano najprawdopodobniej w 1977 roku 1446, podczas niedzielnego czynu społecznego, którego organizację powierzono mieszkańcowi Sosnowej Ryszardowi Bierutowi 1746, pracującemu wówczas jako instruktor rolny w gminie 46. Kilkunastu mieszkańców najpierw zdjęło zachowaną w dobrym stanie dachówkę, a następnie za pomocą liny i ciągnika z Kółka Rolniczego ściągnęło więźbę dachową 46.
Po rozbiórce zagłębienie przygotowano do zasypania. Teren wyrównano później do poziomu drogi i urządzono tam istniejący do dziś zajazd autobusowy, którego pomysłodawcą był Jan Gorzałczyński, ówczesny kierownik budownictwa w gminie 46.
Wspomnienia
Poniżej znajdują się wspomnienia strażaków, ich rodzin oraz świadków pożarów - uporządkowane chronologicznie, według roku urodzenia rozmówców.
Kliknij na strzałkę obok imienia, by przejrzeć wspomnienie.
Elżbieta Mróz (ur. 1947)
pożary · remiza · sprzęt · urządzenia wodne · kadra
Książka „Wspólnota Pamięci” (2022)
Powstała Ochotnicza Straż Pożarna. Strażacy otrzymali mundury i rowery. Z dawniejszych czasów został konny wóz strażacki. […] Poręcze, naciskane raz z jednej, raz z drugiej strony, wprowadzały w ruch pompę. To był dobry sprzęt do śmigusa-dyngusa. Chłopcy ustawiali sikawkę nad stawem i czekali, aż drogą będą przechodziły dziewczyny.
Korespondencja e-mail, 09.04.2026
Ależ to słodki temat! […] Coś tam z siostrą [Henryką] pamiętamy. W naszym domu, na górze, w pokoiku, były: parciany wąż, ręczna syrena, wielka trąba sygnałowa i mundur Jana Mroza. […]
Syrena uruchamiana była przy pomocy korby - znajdowała się na krótkiej żeliwnej podstawce, a jej głośnik okrywała blacha z wyciętymi otworami. Natomiast trąbka sygnałowa miała korpus w kształcie koła.
Korespondencja e-mail, 17.04.2026
Nie wiemy, dlaczego te precjoza pożarowe były akurat w naszym domu. Tata nigdy nie wspominał, żeby był założycielem lub prezesem […] [, choć] klucz do remizy był u nas.
Pan Dziędziora mógł być prezesem - na zdjęciach stoi z przodu, przed szykiem strażaków (on mieszkał w przysiółku Rogów).
Pamiętam, jak Aleksander Skrzyniarz, młodszy brat mamy, który u nas mieszkał, wyciągał wraz z kolegami sikawkę, zakładali parciany wąż (boski zabytek) pompowali wodę ze stawu obok naszego budynku.
Korespondencja e-mail, 08.06.2026
[…] Ciekawe były urządzenia wodne, by odprowadzać burzową wodę. Od samej górki (koniec wsi na górce) prowadził rowek wyłożony kamieniem, wpadał do stawu koło Mrozów. Staw po stronie spadku miał śluzę metalowo drewnianą, potem był rowek prowadzący aż do szosy gdzie był przepust z kręgów betonowych, znowu potok tuż za remizą, wpadał do drugiego stawu przy Bazie […].
[…] Staw przy Bazie był stawem retencyjnym, zbierał wodę ze stawu powyżej, i po burzy. Miał strome brzegi. Regulowano wysokość wody rozsuwanym upustem. Woda płynęła kanałem wzdłuż wzgórza, potem pod drogą i przy gospodarstwie Prygów łączyła się z wiejskim potokiem. Do celów rekreacyjnych i gospodarczych służył staw koło Mrozów.
Stawy służyły również celom przeciwpożarowym. W czasie wielkiego pożaru stodół w Bazie i u Mrozów, wodę czerpano z obydwu stawów.
Korespondencja e-mail, 06.10.2025
[W czasie pożaru stodoły w Bazie] była wichura, która niosła kłęby zapalonej słomy i zajęły się stodoły w gospodarstwach obok - Kozioła i Mroza. Kule ognia uderzały w oborę i okna domu Mrozów. Cała wieś ruszyła na pomoc. Gaszono te pożary, wyniesiono wszystkie rzeczy z domów, zabrano zwierzęta. Na szczęście pozostałe budynki udało się ocalić. Gospodarze Kozioł i Mróz odbudowali swoje stodoły w ciągu dwóch lat.
Wiesław Siembab (ur. 1947)
remiza · sprzęt · zawody · kadra
Rozmowa, 13.05.2026
Do straży w Sosnowej wstąpiłem w podobnym czasie co mój kolega - Stanisław Radlak. Tadeusz Cichoń był wtedy komendantem, a w straży nadal mieliśmy powojenną ręczną pompę - wóz strażacki. Remiza mieściła się w małym budyneczku. Za Gierka jeździliśmy na turnieje gmin (m.in. w Kamieńcu) szło nam bardzo dobrze, bo Tadeusz był zawodowym strażakiem i odpowiednio nas szkolił. Ćwiczenia odbywały się tam, gdzie się dało - m.in. na boisku. Nie pamiętam już zamknięcia straży ani rozbiórki remizy; prawdopodobnie mieszkałem już wtedy w Złotym Stoku.
Józef Cichoń (ur. 1949)
pożary · remiza · sprzęt · zawody · kadra
Rozmowa, 09.04.2026
Byłem w straży przed wojskiem [1967/69 - dop.autora]. Dowodziłem sekcją/drużyną podczas zawodów strażackich. Równolegle ze mną do straży uczęszczał mój brat, Tadeusz. Pamiętam zawody (gminne) w Kamieńcu, Ożarach, i Starczowie. Trudno było konkurować ze strażami z większych wiosek, lecz raz zajęliśmy pierwsze miejsce.
Wyposażenie straży było niemieckie - mowa o sikawce, wężach, bosakach, tłumicach do gaszenia traw itd. W remizie na półce/regale stały hełmy - czarne. Niektórzy mieszkańcy mogą je wciąż mieć w domach. Na początku lat sześćdziesiątych remizę remontowano: ponownie otynkowano ją wewnątrz, wykonano elewację i naprawiono dach, z którego pospadały dachówki. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych sikawkę ręczną zastąpiono motopompą. W remizie nie było prądu.
Pierwszym komendantem (naczelnikiem) był Tadeusz Dziędziora, ale w latach 50 nastąpiła zmiana i stanowisko objął Władysław Górski. Być może dlatego, że Tadeusz mieszkał wtedy na Rogałach, co oznaczało, że do remizy miał dalej. Na budynku straży wisiała tabliczka (deska), na której prawdopodobnie ołówkiem kopiowym wypisane było, że klucz od remizy znajduje się u Mroza pod numerem 12.
O straży mówiło się w okresie letnim. Zimą remiza była zamknięta.
Sprzęt gaśniczy był umieszczany na wozie konnym. Nie było jednego konia przydzielonego do straży. Obowiązywała zasada kto pierwszy ten lepszy - co oznaczało, że osoba, która najwcześniej dowiedziała się o pożarze, przyprowadzała swojego konia.
Tadeusz opowiadał mi kiedyś, jak paliła się stodoła u Kumorka. Brat zaprzągł wtedy konia do wozu, zawiózł tam sprzęt gaśniczy i jako pierwszy - sam albo z kimś jeszcze - zaczął gasić pożar.
Pierwszy pożar, jaki sam pamiętam, to pożar stodoły Antoniego Radlaka. Byłem wtedy małym dzieckiem, miałem może pięć lat, więc musiało to być około 1954 roku. Widziałem zarówno sam pożar, jak i straże, które go gasiły. Stodoła stała za mostem, obok domu na zakręcie, naprzeciw Szaleńców - tam, gdzie dziś trzymają psy. Zapaliła się od ogniska, które dzieci rozpaliły w środku, chyba żeby upiec ziemniaki. Obserwowałem pożar z pola za rzeką. Musiałem być tam z bratem albo z którymś z rodziców, bo na pewno nie byłem sam.
Następny pożar miał miejsce 6 stycznia 1956 roku. O godzinie 8:30 zapaliła się stodoła u Cichoniów, w Sosnowej nr 9, i spłonęła doszczętnie. Sprawca był znany - podpalił ją mój pięcioletni brat. Z naszej choinki opadało już igliwie, więc ojciec wyniósł ją do stodoły. Rano, w Trzech Króli, brat znalazł świeczkę, poszedł zapalić ją na tej choince i wszystko błyskawicznie zajęło się ogniem.
29 stycznia 1962 roku wybuchł pożar trzech stodół [najpierw zajęła się stodoła w dawnej bazie spółdzielni, później stodoły Mroza i Kozioła - dop. autora]. Wszystkie spłonęły. To był potężny pożar - wiatr niósł płonącą słomę w głąb wsi. Aż u Frankowiczów czuwano, żeby nie zapaliła się ich przydomowa sterta słomy.
Kolejny był pożar stodoły u Zajączkiewicza/Piątków. Spaliła się w 1963 roku.
Wśród strażaków z mojego pokolenia pamiętam: Wiesława Siembaba, Stanisława Radlaka, Jana Maleckiego.
Rozmowa, 29.07.2026
Warto wspomnieć, że nasza straż to najaktywniejsza była po wojnie. Później ta inicjatywa nieco przygasła i skupialiśmy się głównie wokół zawodów. Dość powiedzieć, że straż poza Sosnową nie uczestniczyła w żadnej akcji.
Motopompę musieliśmy otrzymać jak byłem w wojsku (między 1968 a 1970) - być może podarowano nam ze straży, w której pracował Tadeusz. Motopompa była bez reflektora [, co wskazywałoby na wersję P-25, ponieważ P-26 była wyposażona w reflektor - dop. autora]. Rowerów natomiast za mojej kadencji w straży już nie było. Pod koniec istnienia OSP w Sosnowej jednostka otrzymała od OSP Ożary przyczepę na gumowych kołach, przystosowaną do przewozu sprzętu strażackiego. Ożary chyba dostały w tym czasie samochód.
Co do zdjęcia z zawodów w 1973, to chyba jestem na nim ja - odbieram nagrodę z rąk Juliusza Lipskiego. Pamiętam, że na te zawody zawiózł nas traktorem Benedykt Czapiga - członek kółka rolniczego.
Antonina Ulanicka, z d. Frankowicz (ur. 1954)
pożary · remiza · kadra
Rozmowa, 20.04.2026
Choć tata był kiedyś strażakiem, a w domu do dziś mamy nawet dwa zdjęcia z tamtych czasów, odkąd sięgam pamięcią - czyli mniej więcej od pierwszej klasy [ok. 1961 - dop. autora] - już nim nie był. Nie było wtedy w domu munduru, tata nie brał też udziału w żadnych strażackich uroczystościach. O straży mówiło się bardzo rzadko. Pamiętam jednak, że bardzo żałował, gdy rozebrano remizę.
Z opowieści wiem, że strażacy z Sosnowej brali udział w gaszeniu pożaru stodoły na terenie bazy dawnej Spółdzielni. Używali wtedy podobno pompy ręcznej, ale ogień był zbyt wielki, by ocalić budynek. Samego pożaru nie widziałam, pamiętam jednak tamtą noc. Byłam dzieckiem i bardzo się bałam. Rodzice kazali mi nie ruszać się z łóżka i pod żadnym pozorem nie wychodzić z domu. Mimo dość dużej odległości od pożaru kłęby ognia leciały w naszą stronę. Rodzice chodzili z naczyniami pełnymi wody wokół stogów siana i polewali je, żeby się nie zapaliły. To było nasze być albo nie być.
Ryszard Bierut (ur. 1955)
pożary · remiza · zawody · kadra · rozbiórka
Rozmowa, 13.05.2026
Wydaje mi się, że kiedy byłem mały, strażakami w Sosnowej byli Tadeusz Kozioł, Tadeusz Cichoń i Marian Czapiga. Najmocniej ta straż działała chyba pod koniec lat 60. Startowali w gromadzkich albo gminnych zawodach, ale raczej nie była to już wtedy jakaś czynna służba.
Pamiętam pożar stodoły u Zajączkiewicza. Byłem wtedy w szkole podstawowej, oczywiście w Sosnowej. Zajęcia trwały, kiedy zaczęło się palić. Stodoła była pod strzechą. Ogień widziałem na własne oczy, ale obserwowałem go sprzed szkoły, bo kazali nam się nie ruszać.
Ktoś mówił, że do Kółka przyprowadzili wtedy nową snopowiązałkę i że stała właśnie w tej stodole u Zajączkiewicza. Całkiem nowa była. To już znam tylko z opowiadań, ale pamiętam, że wszyscy się z niej cieszyli, bo nie trzeba już było kosić kosami - snopowiązałka miała sama wiązać. Widziałem, jak straż jechała ze Złotego Stoku polną drogą, przez pastwiska - pędzili już nawet nie drogą, być może nawet Tadek Cichoń z Zakładowej Straży, żeby ta snopowiązałka się nie spaliła.
Później, kiedy Jan Gorzałczyński zajmował się budownictwem w gminie - był kierownikiem budownictwa - wymyślono zajazd w Sosnowej dla PKS-u. Chodziło o to, żeby autobus nie stał na środku drogi. W miejscu, gdzie miał powstać zajazd, stała stara remiza.
Zostałem poproszony o zorganizowanie czynu społecznego, czy też partyjnego, żeby tę remizę rozebrać. Pracowałem wtedy w służbie rolnej, w gminie - jako instruktor rolniczy. Sama remiza to była taka chałupka, szopka, położona w dole. W środku raczej nie było już niczego - może jakieś stare hełmy. Drzwi ledwo się otwierały. Tadeusz Cichoń przeniósł sprzęt na bazę. Ta straż już wtedy nie działała, więc rozbiórka raczej nikomu nie przeszkadzała. Ludzie zyskali zajazd.
Rozbiórka remizy musiała się odbyć w 1977 albo 1978 roku. Wszystko wydarzyło się jednego dnia. Nie pamiętam, kto konkretnie wtedy przy tym był, ale zebrało się kilkunastu ludzi. Chyba z kółka dano ciągnik, musiał go prowadzić jakiś traktorzysta z kółka. Najpierw ściągnęliśmy dachówkę, bo była dobra. Nie wiem, gdzie później poszła. Po zdjęciu dachówki liną szarpaliśmy więźbę dachową i gonty. Miejsce zostało przygotowane, żeby w kolejnych dniach przywieźć żwir albo piasek - to już załatwiała gmina.
Zdzisław Tabor (ur. 1956)
pożary · remiza · sprzęt · urządzenia wodne · zawody · dożynki
Rozmowa, 07.04.2026
Jak u Zajączkiewicza paliła się wielka stodoła kryta strzechą, byłem w drugiej, może trzeciej klasie szkoły podstawowej [1963/64 - dop. autora].
Zajączkiewicz mieszkał tam, gdzie obecnie mieszka rodzina Warchoł. Na lewo natomiast mieszkał jego teść, Piątek - mieli tam może ze trzy pomieszczenia. A ta stodoła stała vis-a-vis ich domu, w kierunku Trybały.
Pamiętam, że pożar wybuchł przed południem, w trakcie zajęć szkolnych. Musiałem wybiec ze szkoły, bo cały pożar obserwowałem z drogi nieopodal. Na miejscu gasili go strażacy - mieli sikawkę, którą ze trzy osoby wprawiały w ruch. Wodę brali z pobliskiej rzeki, ze Świdy. Za mostkiem, w kierunku Trybały, ludzie robili spiętrzenie z kamieni i worków.
Cała wieś zleciała się do pomocy. Syn Zajączkiewicza, Staszek, wsiadł na motor, niewątpliwie jakiś poniemiecki - nie znam modelu, ale gdyby siedziała na nim druga osoba, siedziałaby wyżej i miałaby kółko do trzymania [może to DKW RT 125 - dop. autora]. Wsiadł na ten motor i pojechał do Płonicy. Były tam dwa stawy: jeden ten obecny, drugi Szęszoła. Na takie okazje można było otworzyć tam śluzy, żeby spuścić wodę do Sosnowej. Wody starczało na pół godziny czy godzinę. Taki hydrant, tylko w innej wiosce.
Strażacy uratowali wszystkie budynki dookoła prócz tej stodoły. Nie wiem, czemu się zapaliła - może przyczyną było spięcie.
Pamiętam też, że był jeszcze jeden pożar. Stodoła w Spółdzielni - płonęła w nocy, ale tego nie widziałem. Zastępczy budynek postawiono dopiero za Kółka Rolniczego, gdy mój tato był przewodniczącym. Postawiła go firma pana Żurawiaka z Płonicy.
Rozmowa, 31.07.2026
W domu o straży w Sosnowej nigdy się nie rozmawiało. Nie pamiętam też, aby tata chodził na jakiekolwiek zebrania czy zbiórki ze straży.
Jak byłem dzieckiem, zdarzyło mi się raz czy dwa pomagać strażakom, gdy ćwiczyli do zawodów - podawałem węże czy też opróżniałem je z wody. Tadeusz Cichoń przywoził wówczas motopompę ze Złotego Stoku - najwięcej kłopotów zazwyczaj sprawiało jej odpalenie, ale nie mu; Tadek to miał wszystko opanowane.
Tadeusz był zawodowym strażakiem w Zakładowej Straży Pożarnej w Złotym Stoku. Pracował tam jako kierowca - prowadził zarówno wóz strażacki, jak i karetkę.
Poza samymi zawodami straż brała również co roku udział w powiatowych uroczystościach dożynkowych. Pamiętam, że mniej więcej do czasu, gdy miałem 15 lat, strażacy pojawiali się na nich w mundurach. Mam w głowie taki obraz: stadion w Kamieńcu Ząbkowickim, na nim bryczka, a przed nią trzech strażaków z Sosnowej jadących konno, na oklep. Dwóch z tej trójki jedzie rzecz jasna po bokach, jednym z nich jest być może Marian Czapiga, a pośrodku, jako najważniejszy, Tosiek Kawa. Dojeżdżają do władz siedzących pod daszkiem na trybunach, zatrzymują konie, zdejmują strażackie czapki, kłaniają się, zakładają je i odjeżdżają.
A co do remizy… Na drewnianych drzwiach, być może farbą, było wypisane: „Klucze u Mroza pod numerem…” - tym, pod którym mieszkał. Drzwi były dwuskrzydłowe, jak typowy wjazd do stodoły, i zamykane na kłódkę. Sama remiza była takim małym domkiem, krytym dachówką. Z tyłu, u szczytu, znajdowały się otwory między cegłami, jakby wentylacyjne. W środku była sikawka, a różne rzeczy wisiały na ścianach, na gwoździach, ale dokładnie wnętrza już nie pamiętam. Kiedy niszczono remizę, byłem w wojsku. Było to w 1976 lub 1977 roku.
Jerzy Szaleniec (ur. 1957)
pożary · remiza · sprzęt · zawody · kadra
Rozmowa, 23.05.2026
Z tego co pamiętam, opiekunem remizy był Tadeusz Cichoń. Nikt co prawda nie tytułował go komendantem. Mieszkał najbliżej i miał klucze, więc jak coś się działo, to uruchamiał ręczną syrenę. Obsługiwał też motopompę. Był ponadto strażakiem w Zakładzie Tworzyw i Farb (wcześniej Chemicznym).
W straży byłem jeszcze przed wojskiem, jako ochotnik strażak. Nie wiem, czy była prowadzona jakaś ewidencja - po prostu słowo się rzekło: „chłopaki, działamy” i na tej zasadzie było się członkiem straży. Oprócz mnie w straży byli: Tadeusz Cichoń, Józef Cichoń, prawdopodobnie Tadeusz Żytniak, a na tej jednej akcji był jeszcze Tomek (?) Czapiga. Jak wróciłem z wojska, to chyba nie było już remizy - byłem tym zaskoczony.
W 1973 roku brałem udział w zawodach strażackich. Przygotowywaliśmy się do nich - Tadek Cichoń ćwiczył uruchamianie motopompy, a my rozwijanie wężów, każdy miał swój odcinek. Liczyła się szybkość, żeby woda jak najszybciej poleciała z prądownicy - to konkurencja, którą najlepiej zapamiętałem. Ćwiczenia odbywały się na boisku, tym obecnym.
Jedna z akcji, która najbardziej utkwiła mi w głowie, to pożar u Bugały - i zarazem jedyny pożar, w którym uczestniczyłem. Jak później ustalono, zaczął się przez wadliwą instalację elektryczną. Był to rok 1974, jeszcze przed wojskiem. Droga wówczas była rozkopana, trwała melioracja. Około północy zamykałem świetlicę i rozchodziliśmy się do domów. Wioską nie dało się przejść przez to błoto, więc szliśmy górą na Złoty Stok, a potem przez łąkę w dół do domu.
Wyszliśmy już i byliśmy w drodze do domu, kiedy nagle słyszymy, że ktoś biegnie przez wioskę i drze się przeraźliwym krzykiem: „pali się, pali się!”, w kierunku remizy. Okazało się, że to Andrzej Zajączkiewicz, syn właściciela sklepu (wyjechali potem na Śląsk).
Zauważyliśmy łunę ognia i biegiem popędziliśmy z powrotem do remizy. Pamiętam, że jak dobiegliśmy, to jedyne co zdążyliśmy zrobić, to założyć kurtki z jakiegoś twardego tworzywa i hełmy strażackie - dołu się nie ubierało, brało się tylko to, co było pod ręką. Swoją kurtkę odłożyłem wtedy na haku w remizie, a wziąłem strażacką. Tadek Cichoń brał tymczasem swoją przyczepę (taką zwykłą, rolniczą) i traktor, które stały u niego, i ładowało się motopompę z remizy na przyczepę. Przybiegło jeszcze parę osób.
Jak wspominałem, palił się budynek u Bugały - pierwszy zaraz od wjazdu po lewej stronie. Mimo trwającej melioracji, do pożaru jechaliśmy przez wieś - pełną błota i kolein, ale ciągnik z przyczepą dał radę. Na miejscu skupialiśmy się głównie na tym, żeby ogień nie przeszedł na dalsze budynki, więc trzeba było zrobić spiętrzenie na rzece - ludzie kopali łopatami, bo wody było wtedy trochę więcej niż teraz. Byłem wtedy młodym chłopakiem, dużo było emocji, prądownica w ręce (przeważnie musiały ją trzymać dwie osoby). Akcja trwała kilka godzin. Przyjechały też inne straże, w tym zawodowe, choć nie pamiętam już jakie, a wkoło zebrało się trochę ludzi, choć gasili chyba głównie strażacy. Ostatecznie udało się obronić większą część budynku - spłonęła tylko jego część.
Jak się później zbieraliśmy do remizy, okazało się, że w kieszeni kurtki, którą zostawiłem na haku, był mój zegarek ruhla, bezkamieniowy, NRD-owski - bo to właśnie wtedy Tomek Czapiga mówi: „wziąłem kurtkę z wieszaka, założyłem, a tam zegarek”, a ja na to: „moją kurtkę do akcji wziąłeś!”. Pobrudził ją, ale co zrobić - trochę później było z tego śmiechu.
Andrzej Kasowski (ur. 1964), Józef Kasowski (ur. 1958)
pożary
Rozmowa, 19.07.2026
Andrzej:
O pożarze domu Bugałów dowiedziałem się dopiero rano. Nie wiem, czy byli tam strażacy z Sosnowej. Pamiętam jednak ten dom - chałupa była pod strzechą, przylegała do stodoły. Słyszałem, że ludzie wracający ze świetlicy zobaczyli łunę i przybiegli gasić. Strażacy ponoć polewali też naszą stodołę, bo płomienie szły w jej stronę, a w środku była słoma i mogła zająć się w każdej chwili. Po domu Bugałów została już tylko piwnica.
Józef:
A ja ten pożar widziałem na własne oczy. Była burza i prawdopodobnie doszło do zwarcia przewodów elektrycznych, od czego od razu zajęła się strzecha. Ogień szedł od dachu i górna część domu spaliła się doszczętnie. Zanim przyjechała straż, wszyscy ludzie pomagali wynosić dobytek, w tym nasza mama, Anna. Dom stał obok dużego kasztana, a za nim była chyba stajnia. Po pożarze Bugałowie przenieśli się do drugiego budynku na tym samym podwórku, który wyremontowali.
Władysław Cichoń (ur. 1965)
pożary · remiza · sprzęt · zawody · kadra · rozbiórka
Rozmowa z 20.03.2026
Straż we wsi była długo - był w niej jeszcze nasz dziadek Jan i ojciec Tadeusz.
Ojciec był nieoficjalnym komendantem. Opiekował się remizą - co sobotę rozpalał motopompę (był tam taki zaworek, który zasysał powietrze, do którego ojciec nalewał benzynę ze specjalnej buteleczki; dzięki temu motopompa paliła od razu). Motopompa była w straży od kiedy sięgam pamięcią.
W 1971 roku, razem z Władysławem Górskim, ugasił stodołę u Kumorka (tę w klinie, przy rzece). Mało brakowało, a zająłby się także dom. Przyjechały aż trzy wozy bojowe (Star 25), ale żadna z przywiezionych motopomp nie odpaliła. Cud, że ojciec się tam znalazł. Widząc te wozy bojowe, zaprzągł konia do naszego wozu na żelaznych kołach, na który mama pomogła mu wrzucić motopompę. Koło domu Antoniego Radlaka (później pana Cymera) miał już zawracać, ale z ciekawości jechał dalej. Gdy dotarł na miejsce, pojawił się Władysław Górski. Szybko umieścili sosnowiecką motopompę w rzece i zaczęli gasić pożar. Później przyjechał do nas jakiś komendant wyższego stopnia, może z gminy, i dopytywał - nie mógł uwierzyć, jak to się stało, że tylko strażak na wozie konnym dał radę.
Straż w 1973 roku wygrała Gminne Zawody Straży w Kamieńcu. Na zawody zawiózł ich Benedykt Czapiga na przyczepie z Kółka Rolniczego. W tym samym roku, po odgórnej kontroli, ojciec bielił jeszcze remizę.
Pamiętam też, że strażacy mieli jeszcze przez jakiś czas ubrania starego typu, z zielonymi pagonami, potem dostali nowsze, moro. Gdzieś na strychu mieliśmy jeszcze poniemiecki hełm strażacki.
Jeszcze przed likwidacją, z Ożar przyciągnęli do straży przyczepę na gumowych kołach (z tym, że góra była z desek, drewniana; Ożary dostały żuka) - sikawka poszła na złom.
W 1977 roku kazali ojcu przekazać cały ten sprzęt do Goleniowa (Kamieniec II).
Znani mi strażacy: Benedykt Czapiga, Wiesław Siembab, Stanisław Grzech, Tadeusz Cichoń i Felek Szczurek.
Rozmowa z 19.04.2026
Straż była typowo ochotnicza - ojciec pracował normalnie w Złotym Stoku na straży jako kierowca, więc nie zawsze był w domu (tak samo i pozostali).
Ojciec przed zawodami robił strażakom we wsi musztrę. Pamiętam, że raz ćwiczyli u państwa Czapigów na łące, koło stawów - gdzie było dość miejsca, by rozciągać węże. W 1973 roku pojechał na zawody wozem strażackim z pracy. W trakcie zawodów był odpowiedzialny za motopompę OSP Sosnowa. Byłem na tych zawodach jako dziecko, ale zbyt dużo nie pamiętam. Pamiętam tylko, jak jeden z naszych strażaków wszedł na drabinę i kierował strumieniem wody w cel (takie małe kółeczko) - całe życie myślałem, że był to Stanisław Grzech, ale zdaniem Benedykta Czapigi był to ktoś inny.
W tym mundurze z zielonym naramiennikiem na zdjęciu jest wujek Józef - odbiera nagrodę. Strażacy pewnie nie ubrali się w nowe moro, bo było im go szkoda. W nagrodę dostali puchar, który trafił na świetlicę. Niestety zrobiono z niego popielniczkę, a później został wyrzucony. Każdy uczestnik otrzymał też aktówkę z zapięciem. U nas nie przetrwała.
W 1974 roku miano ich ponoć zaprosić na kolejne zawody, ale do tego nie doszło. W 1975 roku straż zlikwidowano. Nie wiem, dlaczego.
Całą remizę zajmowała sikawka, ustawiona z lewej strony. Po jej prawej stronie można było przejść. Wzdłuż, na ścianie wisiały mundury (pamiętam takie z zielonymi naramiennikami, później dostali nowsze, również moro).
Dach remizy był na wysokości drogi. Wszystko było w dole. Stan zerowy wysokości był zbliżony do wysokości stawu. Do remizy zjeżdżało się w dół - po ziemnym nasypie. Za remizą była dość spora skarpa. Staw obok remizy był przeciwpożarowy. Wzdłuż drogi, tam, gdzie przystanek, rosły drzewa (śliwki).
W jedną z niedziel rozebrano remizę - rozbiórką zarządzał Ryszard Bierut.
Rozmowa z 01.08.2026
Z opowiadań wiem, że gdy mieszkaliśmy już na Bazie i paliła się stodoła, straż wzywał ojciec. Pojechał motorem do Kamieńca i stamtąd zadzwonił. Był to ogromny pożar. Sama stodoła była trójwjazdowa; mówiło się, że zapaliła się od papierosa.
Do wykonania zajazdu w miejscu remizy wykorzystano gruz z rozbiórki naszego starego domu. Stodoła wiele lat wcześniej się spaliła, ale dom pozostał i z czasem zaczął się rozpadać. W pewnym momencie ojciec dostał od naczelnika gminy nakaz jego rozbiórki. Przyjechała fadroma i przewiozła gruz pod zajazd, żeby zasypać znajdujący się tam dół. Oprócz gruzu z naszego domu inni mieszkańcy zwozili tam wszystko, co się dało, żeby ten dół zasypać.
Jarosław Janiec (ur. 1969)
pożary
Rozmowa, 08.04.2026
Nie pamiętam wiele o straży z Sosnowej - byłem wtedy dzieckiem. Dobrze jednak pamiętam pożar u Bugałów.
Palił się ich stary dom, kryty strzechą. Stał na górce, w miejscu, gdzie dziś stoi pomieszczenie gospodarcze o czerwonych ścianach. Była noc, lato, gdzieś na początku lat 70., jeszcze zanim poszedłem do szkoły. Pożar zerwał nas ze snu. Razem z mamą obserwowaliśmy wszystko z piętra naszego domu, stojącego po przeciwnej stronie drogi.
W akcji uczestniczyli strażacy z Sosnowej. Dowodził Tadeusz Cichoń, a do gaszenia używali swojej motopompy. Ostatecznie dach spłonął. Zostały chyba tylko mury, które później rozebrano.
Z opowiadań wiem, że przyczyną pożaru mogło być zwarcie na przyłączu prądu do budynku. Słyszałem też, że łuna była tak wielka, że widać ją było z drogi na Złoty Stok. Zauważyli ją starsi ze wsi, wracający do domu, i od razu ruszyli do akcji.
Zakończenie
Po OSP Sosnowa pozostało zaledwie kilka dokumentów i fotografii. Remizę rozebrano najprawdopodobniej w 1977 roku, a wyposażenie przekazane do OSP Kamieniec II z czasem zlikwidowano. Najtrwalszym śladem działalności jednostki okazały się wspomnienia strażaków, ich rodzin oraz świadków pożarów.
Przez trzydzieści lat kolejne pokolenia mieszkańców Sosnowej - bez etatów i bez samochodu - niosły pomoc, gdy we wsi wybuchał pożar. Straż już nie istnieje, lecz pamięć o niej wciąż żyje, a być może gdzieś na strychu nadal czeka czarny, poniemiecki hełm, dokument ze straży lub nieznana fotografia remizy 🤓
Vademecum
- Lata działalności: 1945-1975, około 30 lat.
- Naczelnicy: kolejno Tadeusz Dziędziora, Władysław Górski i Tadeusz Cichoń.
- Liczba strażaków: w pierwszych latach powojennych jednostka liczyła około 19 członków; przez cały okres jej działalności służyło w niej kilka pokoleń mieszkańców Sosnowej.
- Wyposażenie: początkowo poniemiecka ręczna sikawka na konnym wozie, a od przełomu lat 60. i 70. motopompa M-400.
- Sukcesy sportowe: pierwsze miejsce w grupie „M” podczas gminnych zawodów sportowo-pożarniczych w 1973 roku.
- Remiza: rozebrana najprawdopodobniej w 1977 roku; w jej miejscu urządzono istniejący do dziś zajazd autobusowy.
Bibliografia
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, dodatek, s. 2, k. 35, k. 36 oraz k. 37 - „Pionierzy Ochrony Przeciwpożarowej” (12.1945). ↩ ↩2 ↩3 ↩4 ↩5 ↩6
-
Józef Cichoń, opowieści o działalności OSP Sosnowa. ↩ ↩2 ↩3 ↩4 ↩5 ↩6 ↩7 ↩8 ↩9 ↩10 ↩11 ↩12 ↩13 ↩14 ↩15 ↩16 ↩17 ↩18 ↩19 ↩20 ↩21 ↩22 ↩23 ↩24 ↩25
-
Decyzja naczelnika gminy Kamieniec nr SW-I-6548/1/77 z 14 kwietnia 1977 r., zawierająca informację o likwidacji OSP Sosnowa w 1975 roku decyzją naczelnika gminy, podtrzymaną przez Komendę Rejonową Straży Pożarnej w Ząbkowicach Śląskich, oraz zlecająca przekazanie sprzętu strażackiego ze strażnicy OSP w Sosnowej jednostce OSP Kamieniec II: fotokopia. ↩ ↩2 ↩3 ↩4
-
APW O/KZ, zespół „Gminna Rada Narodowa w Kamieńcu Ząbkowickim”, sygn. 1, „Protokoły Prezydium GRN”, protokół z 1 kwietnia 1975 r. , k. 38 - zapis: „prezydium zatwierdziło likwidację OSP w Sosnowej”. ↩ ↩2 ↩3
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 55 oraz k. 56 - pierwszy sylwester polsko-niemiecki (01.1946). ↩
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 182, dodatek nr 3 oraz k. 182, dodatek nr 4 - kandydaci z OSP na szkolenie w Wałbrzychu. ↩ ↩2
-
Dz.U. 1939 nr 66 poz. 450 - Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych z 13 lipca 1939 r. o statucie wzorowym ochotniczych straży pożarnych. ↩ ↩2
-
Dz.U. 1950 nr 6 poz. 51 - Ustawa z 4 lutego 1950 r. o ochronie przeciwpożarowej i jej organizacji. ↩
-
Dz.U. 1960 nr 20 poz. 120 - Ustawa z 13 kwietnia 1960 r. o ochronie przeciwpożarowej. ↩
-
Jerzy Szaleniec, opowieści o straży i remizie. ↩ ↩2 ↩3 ↩4 ↩5 ↩6 ↩7 ↩8
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 9, k. 79, k. 80, k. 81 oraz k. 82 - Dzień Strażaka w Kamieńcu Ząbkowickim (1973). ↩ ↩2 ↩3
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 84, s. 1 oraz k. 84, s. 2 - inwentaryzacja FF (25.06.1945). ↩ ↩2 ↩3 ↩4
-
Zdzisław Tabor, opowieści o działalności OSP Sosnowa, pożarach i remizie. ↩ ↩2 ↩3 ↩4 ↩5 ↩6 ↩7 ↩8 ↩9 ↩10 ↩11
-
Elżbieta Mróz, opowieści o mundurach i rowerach strażaków, remizie, kluczu przechowywanym u Jana Mroza oraz czynie społecznym. ↩ ↩2 ↩3 ↩4 ↩5 ↩6 ↩7
-
Protokół zdawczo-odbiorczy sprzętu przeciwpożarowego z jednostki OSP w Sosnowej dla jednostki OSP Kamieniec II (24.04.1977): fotokopia nr 1 oraz fotokopia nr 2. ↩ ↩2 ↩3 ↩4
-
Władysław Cichoń, opowieści o straży. ↩ ↩2 ↩3 ↩4 ↩5 ↩6 ↩7 ↩8 ↩9 ↩10 ↩11 ↩12 ↩13 ↩14 ↩15 ↩16 ↩17 ↩18 ↩19
-
M.P. 1946 nr 24 poz. 39 - Zarządzenie Ministra Administracji Publicznej z 30 listopada 1945 r. o ustanowieniu zarządu przymusowego Związku Straży Pożarnych. ↩
-
APW O/KZ, zespół „Starostwo Powiatowe w Ząbkowicach Śląskich”, sygn. 219, k. 158 - „Sprawy pożarnictwa” (1945), „Powiatowa Komenda Straży Pożarnych w Ząbkowicach - Okólnik nr 2”. ↩
-
APW O/KZ, zespół „Prezydium Powiatowej Rady Narodowej i Urząd Powiatowy w Ząbkowicach Śląskich”, seria 3, sygn. 348, k. 87 oraz k. 88 - „Akta szkół podstawowych, litera S” (1951-1959), „Zarządzenie protokolarne nr 159/5/55”. ↩ ↩2 ↩3
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 44-45 - wzmianka o otrzymaniu w maju 1945 r. trzech koni i pięciu rowerów dla Powiatowej Komendy Straży Pożarnych w Ząbkowicach oraz o brakach benzyny (jeden litr spirytusu za dwa litry benzyny). ↩ ↩2
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 118 - „Wielka nadzieja”, czyli opis stanu wyposażenia strażnic w okolicy w chwili przybycia do powiatu por. poż. Kazimierza Roi 15 maja 1945 r. ↩ ↩2 ↩3
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 121 - spis ilościowy sprzętu strażackiego zrabowanego przez Sowietów w 1945 r., obejmujący samochody, motopompy i sikawki ręczne. ↩
-
APW O/KZ, zespół „Starostwo Powiatowe w Ząbkowicach Śląskich”, sygn. 219, k. 8-9 oraz k. 7 i 10 - „Sprawy pożarnictwa” (1945), „Verzeichnis über die Feuerwehren des Kreises Frankenstein” (26.05.1945), czyli inwentaryzacja sporządzona przez dawnego niemieckiego zwierzchnika pożarnictwa w powiecie ząbkowickim, Josefa Gorskiego 25. ↩
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, 45 - wzmianka o pierwszym wykazie jednostek w powiecie, sporządzonym przez Josefa Gorskiego 26 maja 1945 r. ↩ ↩2
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 155 - wykaz członków straży pożarnych w Grodziszczu, Kwiatkowicach i Przedborowej z 25 sierpnia 1945 r., sporządzony przez wójta gminy Rudzienice. ↩
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1 - arkusz między k. 105 i 106 - arkusz ewidencyjny motopompy OSP Srebrna Góra (05.10.1945). ↩
-
APW O/KZ, zespół „Starostwo Powiatowe w Ząbkowicach Śląskich”, sygn. 219, k. 74 - „Sprawy pożarnictwa” (1945), pismo „W sprawie: utworzenia polskiej Straży Pożarnej w Reichenau”. ↩
-
APW O/KZ, zespół „Starostwo Powiatowe w Ząbkowicach Śląskich”, sygn. 219, k. 271 - „Sprawy pożarnictwa” (1945), raport komendanta OSP w Płonicy z 3 października 1945 r., informujący o istnieniu OSP i przeprowadzeniu pierwszych ćwiczeń. ↩
-
OSP Kamieniec, „Historia”: kamienieczabkowicki.eu (dostęp: 22.06.2026). ↩
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 110 - arkusz ewidencyjny samochodu OSP Równe, czyli OSP Złoty Stok (04.10.1945). ↩
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 132 - fragment raportu OSP Ząbkowice z powrotu z akcji gaszenia pożaru nieczynnego kościoła ewangelickiego w Srebrnej Górze (26.10.1946). ↩
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 101 - arkusz ewidencyjny motopompy OSP Rychnów, czyli OSP Topola (03.10.1945). ↩
-
APW O/KZ, zespół „Starostwo Powiatowe w Ząbkowicach Śląskich”, sygn. 219, k. 151 oraz k. 152 - „Sprawy pożarnictwa” (1945), „Wykaz straży pożarnych znajdujących się w powiecie Ząbkowice”. ↩
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, po k. 84, dodatek, s. 1, dodatek, s. 2 oraz dodatek, s. 3 - komendanci FF (01.06-20.07.1945). ↩
-
OSP Sosnowa, legitymacja strażacka Stanisława Tabora (02.1946). ↩
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 10 - „Woj. Sztab Strażackiej Grupy Operacyjnej z kierownikiem mj. Stefanem Meyerem mieści [się] w Urzędzie Woj. w Lignicy” (15.05.1945). ↩
-
„Historia Trzebnicy”, turystyka.trzebnica.pl (dostęp: 26.07.2026). ↩
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 70-71 - „Wrocław siedzibą władz państwowych Dolnego Śląska” (01.02.1946). ↩
-
Dz.U. 1946 nr 28 poz. 177 - Rozporządzenie Rady Ministrów z 29 maja 1946 r. w sprawie tymczasowego podziału administracyjnego Ziem Odzyskanych; wejście w życie: 28.06.1946. ↩
-
IPRZŚ, Wawrzyniec M. Pawlik, „Kronika strażacka powiatu ząbkowickiego”, t. 1, k. 182 oraz dodatek, s. 1 oraz k. 183 oraz dodatek, s. 2 - poświęcenie sztandaru OSP Jodłówka, czyli OSP Doboszowice (03.05.1947). ↩
-
OSP Sosnowa, zdjęcie strażaków na rowerach ze zbiorów Elżbiety Mróz; na rewersie adnotacja: „1949-1950?”. ↩ ↩2
-
Henryka Mróz, opis zdjęć. ↩
-
APW, zespół „Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej we Wrocławiu”, sygn. 23, okładka, k. 145, k. 146 oraz k. 147 - wykaz OSP w powiecie ząbkowickim (1970). ↩ ↩2
-
Wiesław Siembab, opowieści o straży, remizie i zawodach sportowo-pożarniczych. ↩ ↩2
-
Ryszard Bierut, opowieści o straży, pożarach i rozbiórce dawnej remizy. ↩ ↩2 ↩3 ↩4 ↩5 ↩6 ↩7 ↩8 ↩9 ↩10 ↩11
-
Antonina Ulanicka z d. Frankowicz, opowieść o pożarze stodół w bazie dawnej spółdzielni. ↩
-
Sabina Kumorek, wzmianka o pożarze. ↩
-
Andrzej i Józef Kasowscy, opowieści o pożarze domu u Bugałów. ↩
-
APW O/KZ, zespół „Urząd Gminy w Kamieńcu Ząbkowickim”, sygn. 1, „Uproszczony plan zagospodarowania przestrzennego Gminy”, „Ustalenia programowo przestrzenne w zakresie sieci osadniczej, usług ogólnych, urządzeń obsługi rolnictwa – perspektywa 1980”, k. 16 - zapis dla Sosnowej: „Nowa remiza OSP” (11.1974). ↩